By the sea! - #mylifestyle 02

Tyle szczęścia po dotarciu do Trójmiasta! Ostatni raz nad morzem byłam już dobrych kilka lat temu, dlatego od dłuższego czasu powtar...

Tyle szczęścia po dotarciu do Trójmiasta!


Ostatni raz nad morzem byłam już dobrych kilka lat temu, dlatego od dłuższego czasu powtarzałam wszystkim (do znudzenia ;)), że marzy mi się powrót do Trójmiasta. Impulsem do wyjazdu było spotkanie autorskie organizowane na Uniwersytecie Gdańskim wokół książki o metodach badań społecznych online (to temat, który interesuje zarówno Jacka, jak i mnie).

To była intensywna wycieczka. Do Gdańska jechaliśmy z Krakowa pociągiem w nocy z czwartku na piątek, wracaliśmy w nocy z soboty na niedzielę. Dzięki takiemu rozwiązaniu mieliśmy dwa pełne dni na zwiedzanie. Przy okazji odkryłam swoją nową zdolność - umiejętność wykonywania pełnego makijażu w pociągu. Tak, łącznie z malowaniem rzęs ;)


W pierwszy dzień skupiliśmy się przede na zwiedzaniu muzeów zlokalizowanych w Parku Oliwskim (w piątki muzea mają darmowy dzień wstępu!) i dotarciu na wcześniej wspomniane spotkanie. Muszę przyznać, że zaskoczyła nas ilość bardzo ładnych i duuużych parków. To musi być zdecydowanie jeden z plusów mieszkania w Trójmieście. Park Oliwski na żywo wygląda równie ładnie jak na zdjęciach, więc warto wpisać sobie go na listę must have'ów do odwiedzenia. Po spotkaniu ruszyliśmy na poszukiwania naszego hostelu, a potem miejsca, w którym moglibyśmy zjeść obiadokolację. W internecie znalazłam wcześniej listę fajnych miejsc - padło na podobno popularną wśród wegetarian i hipsterów ulicę Wajdeloty. Po małych perturbacjach związanych z gubiącym się w terenie GPS-em i komplikujących dotarcie na miejsce rad przechodniów, trafiliśmy do celu dopiero przed 19:00. Jeżeli będziecie mieć okazję znaleźć się w Hummuslandzie, polecam Wam z całego serca dyniowy hummus i falafele jako dodatek - yummy, yummy! Nad morze dotarliśmy już po zmroku i niestety musieliśmy dość szybko zmykać, bo niestety nie przygotowałam się odpowiednio na taką pogodę (cienki sweter i lekka kurtka to było zdecydowanie za mało!). Wysiedliśmy na przystanku Brzeźno, który, jak się okazało, jest oddalony od mola dobry kawałek drogi. W taki oto sposób zakończyliśmy pierwszy dzień na ponad godzinnym marszu do hostelu. 

Drugi dzień zaczęliśmy od kolejnej wizyty nad morzem. Tym razem skierowaliśmy się prosto w stronę molo i spędziliśmy przyjemną godzinkę na obserwowaniu fal i dryfujących na nich mew. Naszą uwagę przykuł też trening psów prowadzony przez ratowniczkę. Ja oczywiście nie mogłam usiedzieć w miejscu i wypuściłam aparat tylko na chwilę, żeby poszukać muszelek.
Po wymeldowaniu się z hostelu pojechaliśmy tramwajem do Śródmieścia. W samym centrum Długiego Targu było oczywiście tłoczno, więc przemknęliśmy szybko nad Wisłę i kontynuowaliśmy zwiedzanie, chodząc bocznymi uliczkami. Na obiad trafiliśmy do pizzerii La Famiglia (byłam tak głodna, że zapomniałam o zrobieniu #foodporn zdjęcia ;D). Gdy napełniliśmy brzuchy, ruszyliśmy do Bazyliki Mariackiej, żeby wdrapać się na wieżę i sfotografować panoramę miasta, a potem zwiedzić wnętrze kościoła.
Przed opuszczeniem starych uliczek, trafiliśmy do super baru No To Cyk!. Wnętrze zostało wystylizowane w duchu PRL-u. Odkrywanie kolejnych artefaktów z tego okresu poukrywanych w różnych zakamarkach sprawiło nam dużo frajdy! Na pewno tam wrócimy przy następnej wizycie!

Ostatnim punktem wycieczki było odwiedzenie Sopotu. Dotarliśmy tam za pomocą Szybkiej Kolejki Miejskiej. Świetne rozwiązanie, nie dajcie się tylko zmylić niektórym znakom, które głoszą, że odjazd z Dworca Głównego odbywa się z tylko z peronu 5 i zmieńcie automat, jeśli wybrany przez Was egzemplarz nie uwzględnia zniżki studencko - doktoranckiej ;) W Sopocie oczywiście skierowaliśmy się prosto na molo, z którego obserwowaliśmy zachód słońca. Po zejściu na plażę przez dłuższą chwilę obserwowaliśmy panią, która karmiła grupę z początku nieufnych łabędzi.

Wróciliśmy do Gdańska i koczowaliśmy w okolicach dworca, czekając na pociąg powrotny. Przyjechał bez opóźnień. Do Krakowa dotarliśmy trochę niewyspani i obolali (siedzenia nie należały do najwygodniejszych) około 8:30 w niedzielę.




Park Oliwski















Palmiarnia








Muzeum Etnograficzne














Muzeum Sztuki Współczesnej


















ul. Wajdeloty


Hummusland


Bałtyk nocą

W drodze na Molo Brzeźno








Trening piesełów!

Zbieranie muszelek



Ślady mew




Park obok naszego hostelu


Śródmieście





















La Famiglia























No To Cyk!







Sopot























Miały być lody, ale zrobiło się już trochę zimno i postawiliśmy na pyszne gofry!





You Might Also Like

0 komentarzy