Wakacyjne przygody - #mylifestyle 01

Od zakupu nowego sprzętu minęło już dobrych kilka tygodni i etap pierwszych testów mam za sobą. Mimo to zauważyłam, że zdecydowanie chętnie...

Od zakupu nowego sprzętu minęło już dobrych kilka tygodni i etap pierwszych testów mam za sobą. Mimo to zauważyłam, że zdecydowanie chętniej zabieram ze sobą aparat także na co dzień, by dokumentować to, co dzieje się dookoła, gdy przemykam ulicami Krakowa. Chcąc zmotywować się nie tylko do robienia tego typu zdjęć, ale także selekcji i obróbki, postanowiłam co jakiś czas publikować wybrane zdjęcia na blogu.

Dzisiaj będziecie ze mną wędrować po Rynku i Bronowicach Małych, ale najpierw skoczymy na chwilę do Mielca, żeby zachęcić Was do oglądania reszty zdjęć. Wabikiem oczywiście będzie zdjęcia "króla internetów", czyli - oczywiście - słodkiego kota ;) Poza tym pokażę Wam dzisiaj, gdzie można uciec przed turystami i gdzie musicie się wybrać, żeby zobaczyć w Krakowie na żywo... wypasaną koło parkingu kozę.

(kliknijcie w pierwsze zdjęcie i przeglądajcie je w większych rozmiarach za pomocą strzałek! :))




W Mielcu, gdy mam wolny dzień i ochotę, by spędzić go z aparatem w dłoni, moimi modelami zostają zazwyczaj zwierzęta: uroczy, ale uciekający przed aparatem spaniel Choco i zaskakująco fotogeniczny (choć niestety dość wredny z natury) kocur Franek.





Do Krakowa przyjechałam z rodzicami i jedną z moich sióstr. Zanim ruszyliśmy w miasto, odebraliśmy wreszcie długo wyczekiwany komputer i biurko. Wybraliśmy się na Kazimierz, gdzie postanowiliśmy pójść na zapiekanki. Szybko przyłączyła się do nas całkiem pokaźna grupa gołębi. Ten, którego widzicie na zdjęciu, był niestety najsłabszym ogniwem w grupie. Inne wredne gołębie ciągle zabierały mu okruszki, nawet te, które rzucałam specjalnie do niego. Po zjedzeniu zapiekanek, poszliśmy jeszcze na lody do GoodLood - jeśli jeszcze tam nie byliście, nadróbcie zaległości, bo to jedna z najlepszych lodziarni w Krakowie!







Jeśli chcecie wybrać się na ciekawy spacer po centrum Krakowa, polecam Wam m.in. przejście ulicami: Łobzowską, Henryka Sienkiewicza, Stanisława Wyspiańskiego i Kazimierza Wielkiego (oraz spacer całą Młynówką Królewską). Po drodze zobaczycie dużo ładnych domów jednorodzinnych, które powstały najprawdopodobniej w pierwszej połowie XX wieku (muszę pogrzebać w historii tych ulic, żeby się upewnić). Ja wędruję tymi ulicami za każdym razem, gdy chcę uniknąć zgiełku na Karmelickiej i Królewskiej.

Zakon Sióstr Karmelitanek Bosych na ul.Łobzowskiej. Odkryłam to miejsce niedawno i ciągle jestem nim zauroczona!








Młynówka Królewska w okolicach ul. Wyspiańskiego




okolice Biprostalu


ul. Kazimierza Wielkiego


Ósmą rocznicę obchodziliśmy z Jackiem w pizzerii Rucola na ul. Długiej - polecam!


Po dłuższej przerwie udało mi się wreszcie spotkać z dziewczynami. Poszłyśmy na śniadanie (w cenie kawy!) do nowego miejsca na ul. Dolnych Młynów - Międzymiastowej. Potem przeszłyśmy się po okolicach Rynku.





Przeurocza mała Lila nosi swojego misia w chuście <3





Na Rynku pojawiam się ostatnio tylko wtedy, gdy muszę coś załatwić lub spotykam się ze znajomymi. Nieustannie szukam miejsc, w których mogę uciec przed tłumami turystów. Ostatnio wybraliśmy się z Jackiem na spacer. Pierwszy raz oboje wzięliśmy ze sobą aparaty (uczyłam Jacka podstaw). Nogi poniosły nas w okolice Błoń. Weszliśmy w niepozorną ul. Józefa Korzeniowskiego. I to był strzał w dziesiątkę! Z obu stron mijaliśmy na niej pokaźne ogródki działkowe. Chociaż zawisły nad nami niepokojące burzowe chmury, byłam nieugięta i poszliśmy dalej. Okazało się, że zaraz za zakrętem znajduje się mostek i wał, który przypomina trochę mielecki wał na Wojsławiu, w okolicach którego mieszkają rodzice Jacka. Wędrówkę po wale zostawaliśmy sobie na następną okazję, żeby w pełni nacieszyć się naszym nowym odkryciem :)

A po drodze, w okolicach Cichego Kąciku możecie zjeść i napić się czegoś w jednym z tamtejszych food trucków.

wejście na ul. Korzeniowskiego od strony Błoń
















Ostatni spacer po mieście odbyliśmy wczoraj. Najpierw poszliśmy do Lindego Concept na małe zakupy. To właśnie za tym budynkiem napotkaliśmy na dwie panie i towarzyszącą im kozę :) Potem pojawiliśmy się na chwilę na Rynku, by pozałatwiać kilka spraw.

Kiedyś marzyłam o takiej przyczepie kempingowej!





I oto główna gwiazda wieczoru ;)

Kolejny powód, dla którego warto wędrować Młynówką ;)

ul. Grodzka




Ufff, dotarłam do końca! Mam nadzieję, że wpis i zdjęcia Wam się podobają :) Dajcie znać, czy chcecie więcej wpisów tego typu na blogu!

Wszystkie zdjęcia zostały obrobione przy pomocy moich autorskich operacji przeznaczonych do Photoshopa. Wykorzystane akcje: Royal Blue, Retro Summer, Adventure, Green Bottle, Lullaby, Lullaby II, InfraRed, Haze. Więcej o operacjach napiszę już wkrótce :)



You Might Also Like

0 komentarzy